<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Kraina Cieni</title>
	<atom:link href="http://krainacieni.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://krainacieni.wordpress.com</link>
	<description>ścigając cienie biegniesz donikąd</description>
	<lastBuildDate>Wed, 07 Sep 2011 17:38:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='krainacieni.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://0.gravatar.com/blavatar/4e323f80f96315579358404238bbd690?s=96&#038;d=http%3A%2F%2Fs2.wp.com%2Fi%2Fbuttonw-com.png</url>
		<title>Kraina Cieni</title>
		<link>http://krainacieni.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://krainacieni.wordpress.com/osd.xml" title="Kraina Cieni" />
	<atom:link rel='hub' href='http://krainacieni.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Zgubiłaś się, mała dziewczynko?</title>
		<link>http://krainacieni.wordpress.com/2011/09/07/zgubilas-sie-mala-dziewczynko/</link>
		<comments>http://krainacieni.wordpress.com/2011/09/07/zgubilas-sie-mala-dziewczynko/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Sep 2011 16:01:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Christophoros</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gry]]></category>
		<category><![CDATA[akcja]]></category>
		<category><![CDATA[Alice]]></category>
		<category><![CDATA[Alice Madness Returns]]></category>
		<category><![CDATA[American McGee's Alice]]></category>
		<category><![CDATA[platformówka]]></category>
		<category><![CDATA[przygodowa]]></category>
		<category><![CDATA[TPP]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://krainacieni.wordpress.com/?p=1056</guid>
		<description><![CDATA[American McGee’s Alice to jedna z tych gier, które pamięta się na długo po ich ukończeniu. I nie chodzi tutaj o samą rozgrywkę – bo ta była jak na platformówkę TPP raczej typowa – ale o całą jej otoczkę, wykreowaną przez twórcę o rzadko spotykanej wyobraźni. Kraina Dziwów według pana McGee przypominała wytwór umysłu schizofrenika [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1056&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>American McGee’s Alice</em> to jedna z tych gier, które pamięta się na długo po ich ukończeniu. I nie chodzi tutaj o samą rozgrywkę – bo ta była jak na platformówkę TPP raczej typowa – ale o całą jej otoczkę, wykreowaną przez twórcę o rzadko spotykanej wyobraźni. Kraina Dziwów według pana McGee przypominała wytwór umysłu schizofrenika w zaawansowanym stadium choroby, a Alicja nie była już bezbronną dziewczynką znaną z dzieł Lewisa Carrolla, lecz obłąkaną osóbką w poplamionej krwią sukience, która próbuje przywrócić równowagę umysłu, niosąc ratunek dla swojego urojonego świata za pomocą rzeźnickiego noża.</p>
<p><span id="more-1056"></span>Nic więc dziwnego, że psychodeliczną wędrówkę tropem Królowej Kier pokochały rzesze graczy. Właśnie taka wizja Alicji – mroczna, oniryczna, pełna szaleńczej nie-logiki snów – była bliższa duchowi książek, aniżeli cukierkowe adaptacje, jakie zgotował nam między innymi Disney. Dodając do tego przyjemny, platformówkowy gameplay, imponującą oprawę graficzną (zarówno pod względem projektu, jak i technologii – w końcu silnik <a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-01.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1059" title="alice2-01" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-01.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a>Quake’a III!) i niesamowitą ścieżkę dźwiękową autorstwa Chrisa Vrenny z Nine Inch Nails otrzymaliśmy produkcję, jaką śmiało można dziś nazwać kultową – nawet jeśli samo to pojęcie dzięki działalności ludzi od marketingu kompletnie się już wytarło. Do tematu Alicji American McGee długo jednak nie wracał, proponując w zamian coraz słabsze produkcje, dobijając do poziomu dna za sprawą American McGee’s Grimm. Gdy kilka lat temu ogłoszono, iż prace nad kontynuacją przygód Alicji trwają (i zaprzężono do nich chińskie studio Spicy Horse, które wydało owo nieszczęsne Grimm), czułem się trochę tak, jak dziecko oczekujące przyjścia z wywiadówki swojego rodzica – nie wiedzące, czy będzie to przyjemna rozmowa z pochwałami, czy też solidna reprymenda połączona ze szlabanem, jednakże, bez względu na wszystko, chcące mieć to jak najszybciej za sobą. I tak, wreszcie i nareszcie, po jedenastu latach od wydania pierwszej części, w czerwcu 2011 r. światu objawiła się <em>Alice: Madness Returns</em>.</p>
<p><strong>NAWRÓT SZALEŃSTWA</strong><br />
Fabuła gry przenosi nas w dziesięć lat po zakończeniu prequela. Alicja Liddell po pokonaniu Królowej Kier wyzdrowiała na tyle, że mogła opuścić szpital dla obłąkanych Rutledge Asylum. Zamieszkała w sierocińcu, lecz traumatyczne wspomnienia pożaru, w którym zginęła cała jej rodzina,<a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-02.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-1060" title="alice2-02" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-02.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a> ponownie zaczęły wywoływać w niej wyrzuty sumienia i wątpliwości, czy ogień był dziełem przypadku, czy też dziewczyna w jakiś sposób się doń przyczyniła. Pomóc w odzyskaniu spokoju ducha miały sesje terapeutyczne z doktorem Bumbym, lecz w chwili, gdy Alicja widzi uciekającego białego królika, a pielęgniarka zyskuje na chwilę głowę Jabberwocky’ego, wiadomo już, że panna Lidell po raz kolejny musi odwiedzić Krainę Dziwów, a w konsekwencji &#8211; ostatecznie rozwiązać zagadkę swojej tragicznej przeszłości i zaprowadzić porządek w udręczonym umyśle, w którym spustoszenie sieje tajemniczy, olbrzymi pociąg.</p>
<p><strong>ZADZIWIAJĄCA KRAINA DZIWÓW</strong><br />
<em>Alice: Madness Returns</em> nie zmienia założeń rozgrywki znanych z pierwszej części. Nadal to klasyczna platformówka, w której nacisk kładzie się przede wszystkim na skakanie, szukanie przełączników i przebijanie się przez zastępy całkiem wytrzymałych przeciwników. Nie to jednak świadczy o wyjątkowości drugiej Alicji. Podobnie jak pierwsza odsłona oczarowuje przede wszystkim atmosferą, światem wykreowanym z niebywałą fantazją <a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-03.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1061" title="alice2-03" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-03.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a>oraz solidną fabułą. Od razu mogę wszystkich uspokoić – pod tym względem American McGee nie zawiódł. W grze roi się od miejscówek, które zapierają dech w piersiach kunsztem i pomysłowością wykonania, i nieraz przystawałem na chwilę, by pooglądać dokładnie efekty pracy grafików. Grę podzielono na sześć rozdziałów, z czego każdy rozgrywa się w odmiennej scenerii: i tak odwiedzimy zdominowaną przez technologię domenę Szalonego Kapelusznika, zanurzymy się aż na samo dno oceanu, trafiając na jedyny w swoim rodzaju teatr, zwiedzimy też inspirowane kulturą Orientu lokacje zamieszkane przez papierowych mrówkoludzi, zniszczone zamczysko Królowej Kier oraz kapitalnie przemyślaną, przywołującą klimat pierwszej części upiorną krainę lalek. Pobyt w Krainie Dziwów przeplatany jest wizytami w Londynie czasów wiktoriańskich, i trzeba przyznać, że klimat tam uzyskany jest po prostu rewelacyjny – ponury, niepokojący, dopełniony świetnie przez karykaturalnie przerysowane postacie. Zresztą, część akcji rozgrywa się w Whitechapel – a była to dzielnica wątpliwej reputacji, którą za pole swoich morderczych działań obrał swojego czasu Kuba Rozpruwacz.<a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-04.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-1062" title="alice2-04" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-04.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a><br />
Niestety, miejsca zaprojektowane genialnie mieszają się z lokacjami najzupełniej przeciętnymi, wypełnionymi jedynie smętnymi platformami i skąpymi w detale elementami tła. Oczywiste jest, że trudno byłoby utrzymać jednakowy poziom wszystkich miejsc, jednakże nie da się zaprzeczyć, że niektóre fragmenty prezentują się mało okazale, co tym bardziej jest odczuwalne na tle momentów czarujących swą urodą. Sam silnik – a jest nim Unreal Engine 3 – ma już swoje lata, lecz grafika prezentuje się bardzo dobrze. Mamy tutaj obsługę nowoczesnych efektów oraz dynamicznego cieniowania, co w połączeniu z samym projektem poziomów i postaci daje przyjemny dla oka efekt. Z pewnością niejeden gracz doceni też niewysokie wymagania <a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-12.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1070" title="alice2-12" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-12.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a>sprzętowe gry – po wyłączeniu post-processingu (shadery etc.) i dynamicznych cieni można się cieszyć grą bez większych zaciachów nawet na cztero-, pięcioletnim sprzęcie, a gra nadal wygląda przyzwoicie, chociaż nie tak plastycznie, jak przy włączonych maksymalnych ustawieniach. Muzyka zaś świetnie dopełnia klimat gry (zwracam uwagę na śliczny motyw tytułowy), chociaż – nie licząc utworu <em>„Wasteland”</em> – nie jest już ona autorstwa Chrisa Vrenny. Dubbing zaś zasługuje na gromkie brawa – wszyscy aktorzy spisali się wyśmienicie, włącznie z Kotem z Cheshire, który mówi w taki sam leniwy sposób, jak w „jedynce”.</p>
<p><strong>OD PLATFORMY DO PLATFORMY</strong><br />
Sama rozgrywka, jako się rzekło, polega przede wszystkim na eksplorowaniu kolejnych lokacji i pokonywaniu coraz bardziej złożonych sekwencji akrobatycznych. Alicja potrafi odbić się (dwukrotnie!) będąc już w powietrzu, co wydłuża jej skok, potrafi też używać – wzorem pierwszej części – <a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-05.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-1063" title="alice2-05" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-05.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a>swojej sukienki do lotu ślizgowego, co umożliwia dostanie się nawet na najodleglejsze platformy. Pojawiają się też znane z &#8222;jedynki&#8221; strumienie pary unoszące bohaterkę wysoko do góry. Sporo tutaj sekwencji czasowych, gdzie np. po uaktywnieniu danego przycisku mamy chwilę czasu na wykonanie serii skoków. Chociaż podwójne odbicie pomaga przy powietrznej woltyżerce, od gracza wymagana jest spora dawka precyzji i nieraz będziecie kląć, gdy źle wymierzony skok wyceluje Alicję prosto w przepaść. Pomimo, iż gra nie posiada zapisu w dowolnym momencie, twórcy zaproponowali taki system, który nie wywołuje piany na ustach. Co jakiś czas program robi „dużego save’a”, co sygnalizuje stosowną ikoną – od takiego miejsca zapisu możemy kontynuować rozgrywkę, gdy włączymy grę następnym razem albo gdy zostaniemy pokonani przez przeciwników. W przypadku sekwencji akrobatycznych tworzone są jednak bardzo rozsądnie rozmieszczone checkpointy. Gdy więc nie uda nam się jakiś skok, nie musimy powtarzać połowy poziomu, lecz jedynie ostatni, akrobatyczny fragment. Wygodne i genialne w swej prostocie rozwiązanie, dzięki któremu ani przez moment nie pomyślałem, że przydałby się klasyczny system zapisu w dowolnym momencie. Urozmaiceniem skakania z półki na półkę jest możliwość <a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-06.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1064" title="alice2-06" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-06.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a>zmniejszenia Alicji – dzięki temu nasza heroina potrafi nie tylko wcisnąć się w malutkie przejścia, ale też zobaczyć niewidzialne platformy. Tak, tak – bywa, że wymaga się od nas zapamiętania, gdzie należy skoczyć, a że niektóre „cele” są ruchome… Spokojnie, niewidzialne półki po odsłonięciu są zaznaczone delikatnym obrysem, poza tym zmniejszyć się, choćby na chwilę, można zawsze. Brzmi to trochę strasznie, ale zapewniam, że po chwili wyszukiwanie i trafianie w niewidzialne półki wchodzi w krew.<br />
Od czasu do czasu twórcy starają się urozmaicić rozgrywkę za pomocą mini-gierek, wśród których można wymienić toczenie kuli po torze pełnym przeszkód przy zachowaniu praw fizyki (…mniej więcej), dwuwymiarową platformówkę wzorowaną na chińskich papierowych wycinankach, scrolling shootera (czyli statek z lewej strony, nadchodzący wrogowie z prawej) oraz grę muzyczno-rytmiczną (wciskanie strzałek w odpowiednim czasie). Alicja będzie miała też okazję skorzystać z paru dużych zjeżdżalni, a także powiększyć się – etap z gigantyczną panną Liddell jest świetny. Wszystko to ładnie wpasowano w całość, niestety po pewnym czasie do gry zakrada się pewne znużenie. Sekwencji platformowych jest masa, na <a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-07.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-1065" title="alice2-07" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-07.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a>dodatek często zbliżonych do siebie, natomiast poznając kolejną mini-gierkę i będąc nią wstępnie oczarowanym, musimy być świadomi, że twórcy <em>Alice: Madness Returns</em> powtórzą ją tyle razy, że po jakimś czasie będziemy jej mieli dosyć. I to właśnie kolejny z grzechów tej produkcji – niektóre fragmenty rozciągnięte są na siłę i choć zyskujemy dzięki temu całkiem długą grę (ok. 14-18 godzin), to jednak kolejna bliźniacza sekwencja z niewidzialnymi platformami i strumieniami pary albo konieczność pokonania następnej zjeżdżalni odbierają część radochy z grania.</p>
<p><strong>SZYBCIEJ, KOTECZKU! ZABIJ! ZABIJ!</strong><br />
Na szczęście nie samym skakaniem i szybowaniem Alicja żyje. Na swojej drodze napotka sporo różnorodnych przeciwników, których będzie musiała spacyfikować. Nie chcę zdradzać wszystkiego, powiem tylko, że podczas wędrówki bohaterka zmierzy się m.in. z karcianymi rycerzami, <a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-08.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1066" title="alice2-08" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-08.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a>opancerzonymi mrówkami, demonicznymi laleczkami oraz przerośniętymi krabami. Jest tego tałatajstwa trochę, na dodatek na niektórych niemilców trzeba znaleźć konkretny sposób. Ubolewam jedynie na niemal kompletny brak bossów, co razi w grze tak tradycyjnej w treści. Poza finałową walką takowych brak, chyba że doliczymy jeszcze wielkiego strażnika z zamku Królowej, który wywija swoją kosą szybciej, niż moja ogrodowa kosiarka ostrzem. Pamiętając wymagające, ale satysfakcjonujące starcia z „szefami” z pierwszej części, odczuwam w związku z sequelem pewien niedosyt.<br />
Sama walka jest dobrze zrównoważona, w zależności od rodzaju i liczby przeciwników należy obrać odpowiednią taktykę – w przeciwnym razie czeka nas wczytywanie ostatniego stanu gry. Alicja na szczęście nie jest zdana na własne piąstki. Do dyspozycji oddano jej miecz worpalny (innymi słowy: stare, dobre nożysko), młot z zabawkowego konika, młynek do pieprzu w charakterze karabinu oraz imbryczek plujący wrzątkiem. <a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-09.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-1067" title="alice2-09" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-09.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a>Dodatkowo heroina potrafi używać bomby-niespodzianki, która odwraca uwagę wrogów, częściej jednak służy jako obciążenie ruchomych płyt i platform, niezbędne do wykonania niektórych sekwencji skoków. Broń (wyłączając bombę) można ulepszać za zbierane podczas rozgrywki zęby – każda z nich ma cztery poziomy, i z każdym kolejnym rośnie ich moc, zmienia się także wygląd czy szybkostrzelność. Podczas walki przydaje się zablokowanie celu na konkretnym przeciwniku, a także uniki – podczas nich Alicja w malowniczy sposób zmienia się w stado motyli. Mimo tych wszystkich narzędzi do eksterminacji może się zdarzyć, że panna Liddell zbliży się niebezpiecznie do granicy śmierci. Można wtedy uaktywnić tryb histerii, w którym bohaterka zadaje większe obrażenia, samemu ich nie odnosząc – bywają gorące momenty, gdzie taka umiejętność jest bardzo przydatna, i nie razi nawet to, że z umierających przeciwników nie wysypują się różyczki pełniące rolę apteczek.<br />
<a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-10.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1068" title="alice2-10" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-10.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a>Zresztą, <em>Alice: Madness Returns</em> sprzyja miłośnikom dogłębnego szperania po poziomach. Gdzieniegdzie znaleźć można… świńskie nosy, w które należy wpakować nieco pieprzu z młynka-karabinu – w zamian kichają, odsłaniając przy tym niedostępne wcześniej miejsca. Sposobem na zwiększenie liczby „różyczek” składających się na pasek zdrowia jest poszukiwanie ukrytych za muszlami lokacji, w których w zamian za dane wyzwanie (np. zagadka Kota, przeżycie na arenie na czas, któraś z mini-gierek) otrzymujemy jeden z płatków róży: cztery powiększają ilość „różyczek”. Do wypełnienia gry w 100% potrzebne jest też zebranie innych świecidełek – np. porozrzucanych tu i ówdzie wspomnień Alicji.</p>
<p><strong>OBŁĄKAŃCZO FASCYNUJĄCA</strong><br />
<em>Alice: Madness Returns</em> to gra, którą ocenić można zarówno sercem, jak i rozumem, i w zależności od tego wystawić notę. Patrząc chłodnym okiem, <a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-11.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1069" title="alice2-11" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-11.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a>otrzymaliśmy klasyczną – wręcz archaiczną – w treści trzecioosobową platformówkę, która nie powala modelem rozgrywki i prezentuje nierówny poziom wykonania. Z drugiej zaś strony, chłonąc ją jako miłośnik oryginału sprzed jedenastu lat, nie sposób mi nie przyznać, że opowiada ona ciekawą, wciągającą historię (zdecydowanie nie dla dzieci!), i robi to w rewelacyjnej formie, zaskakując inwencją twórców – począwszy od projektu poziomów, bohaterów, a skończywszy na przerywnikach filmowych w postaci animowanych, papierowych wycinanek. <a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-13.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-1072" title="alice2-13" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-13.jpg?w=150&#038;h=93" alt="" width="150" height="93" /></a>Nie jest to gra idealna, pewne rzeczy dało się zrobić lepiej, pewne inaczej, ale nie zmienia to faktu, że ciąg dalszy losów Alicji Liddell poznawałem z wielką przyjemnością. Choć już nie tak mroczna jak pierwsza część, <em>Alice: Madness Returns</em> wkręciła mnie swym genialnym klimatem, którego próżno było szukać w ostatniej filmowej adaptacji w reżyserii Tima Burtona. American McGee stanął na wysokości zadania, tworząc taką Krainę Dziwów, do której chce się wracać, i w jakiej nie brakuje magii. Jak dla mnie – bomba.</p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-variant:small-caps;"><strong>Ocena:</strong> <span style="font-size:x-large;">8 </span><span style="font-variant:small-caps;"><strong>/ 10</strong></span></span></p>
<p><strong>INFORMACJE OGÓLNE</strong><a href="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice-madness-returns-okladka-eu.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-1073" title="alice-madness-returns-okladka-eu" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice-madness-returns-okladka-eu.jpg?w=135&#038;h=191" alt="" width="135" height="191" /></a><br />
<strong>Tytuł:</strong> Alice: Madness Returns<br />
<strong>Produkcja:</strong> Spicy Horse / Electronic Arts<br />
<strong>Gatunek:</strong> platformówka / TPP / action/adventure<br />
<strong>Data wydania:</strong> 16 czerwca 2011 r.<br />
<strong>Wymagania sprzętowe:</strong> procesor dwurdzeniowy, 2 GB RAM, grafika GF7600/ATI X1650<br />
<strong>Platformy:</strong> PC, X360, PS3</p>
<br />Filed under: <a href='http://krainacieni.wordpress.com/category/gry/'>Gry</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/krainacieni.wordpress.com/1056/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/krainacieni.wordpress.com/1056/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/krainacieni.wordpress.com/1056/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/krainacieni.wordpress.com/1056/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/krainacieni.wordpress.com/1056/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/krainacieni.wordpress.com/1056/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/krainacieni.wordpress.com/1056/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/krainacieni.wordpress.com/1056/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/krainacieni.wordpress.com/1056/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/krainacieni.wordpress.com/1056/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/krainacieni.wordpress.com/1056/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/krainacieni.wordpress.com/1056/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/krainacieni.wordpress.com/1056/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/krainacieni.wordpress.com/1056/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1056&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://krainacieni.wordpress.com/2011/09/07/zgubilas-sie-mala-dziewczynko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/97c435329e9a18678057181e13c09fe2?s=96&#38;d=identicon" medium="image">
			<media:title type="html">Christophoros</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-01.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-01</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-02.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-02</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-03.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-03</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-04.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-04</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-12.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-12</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-05.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-05</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-06.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-06</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-07.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-07</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-08.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-08</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-09.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-09</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-10.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-10</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-11.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-11</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice2-13.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">alice2-13</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/09/alice-madness-returns-okladka-eu.jpg?w=213" medium="image">
			<media:title type="html">alice-madness-returns-okladka-eu</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Kino w blasku księżyca</title>
		<link>http://krainacieni.wordpress.com/2011/07/13/kino-w-blasku-ksiezyca/</link>
		<comments>http://krainacieni.wordpress.com/2011/07/13/kino-w-blasku-ksiezyca/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 Jul 2011 23:21:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Christophoros</dc:creator>
				<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Dom wampirów]]></category>
		<category><![CDATA[Dracula]]></category>
		<category><![CDATA[Drakula]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Frankenstein]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[Horror Express]]></category>
		<category><![CDATA[klasyka]]></category>
		<category><![CDATA[Narzeczona Frankensteina]]></category>
		<category><![CDATA[Pociąg grozy]]></category>
		<category><![CDATA[The Bride of Frankenstein]]></category>
		<category><![CDATA[The House That Dripped Blood]]></category>
		<category><![CDATA[The Wolf Man]]></category>
		<category><![CDATA[Wilkołak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://krainacieni.wordpress.com/?p=1028</guid>
		<description><![CDATA[Strach. Przerażenie. Lęk. Ludzie od zawsze lubili się bać. ”Even a man who is pure in heart and says his prayers by night May become a wolf when the wolfbane blooms, and the autumn moon is bright…” Od niepamiętnych czasów wieczorową porą przekazywano sobie historie o potworach czyhających gdzieś w nieprzeniknionej czerni nocy. Ludzie od [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1028&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Strach. Przerażenie. Lęk. Ludzie od zawsze lubili się bać.</p>
<p><em><span id="more-1028"></span>”Even a man who is pure in heart and says his prayers by night</em><br />
<em> May become a wolf when the wolfbane blooms, and the autumn moon is bright…”</em></p>
<p>Od niepamiętnych czasów wieczorową porą przekazywano sobie historie o potworach czyhających gdzieś w nieprzeniknionej czerni nocy. Ludzie od zawsze lubili się bać, lecz jedynie wtedy, gdy za odczuwanym strachem nie stało żadne realne zagrożenie, żadna rzeczywista groźba, lecz jedynie wytwór imaginacji. Przerażające historie w każdym czasie cieszyły się popularnością, zmieniały się jedynie sposoby, w jakie je opowiadano. Straszenie zyskało zupełnie inny wymiar wraz z rozwojem nowego medium – kina. Właśnie na srebrnym ekranie można było zmaterializować wszystkie ludzkie lęki i fobie, urzeczywistnić opowieści o wampirach, wilkołakach, nieumarłych i duchach. I choć od pierwszych prób przełożenia literackiego języka grozy na taśmę filmową minęło wiele czasu, cel tworzenia horrorów i dreszczowców pozostał niezmienny – wywołać w widzach strach.</p>
<p>Zapraszam na wędrówkę ścieżką historii kina grozy. Zaprezentowane zostaną tutaj dzieła zarówno kanoniczne i godne obejrzenia, jak i te nieco słabsze i mniej ambitne. Horror, jak każdy inny gatunek, miewa przecież swoje wzloty i upadki.</p>
<p><strong>Frankenstein</strong>, 1931, reż. James Whale<br />
<em><strong>ocena: 6/10</strong></em><br />
Nie ma chyba nikogo, kto nie znałby historii doktora Frankensteina i jego monstrum. Odkąd Mary Shelley opisała ją w 1818 r., opowieść rozpalała wyobraźnię kolejnych pokoleń czytelników. Dość szybko tematem zajęło się kino. Myli się <img class="alignleft size-full wp-image-1030" title="frankenstein1931-plakat" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/frankenstein1931-plakat.jpg?w=500" alt=""   />jednak ten, kto uważa, że udźwiękowiona wersja w reżyserii Jamesa Whale’a była pierwszą filmową adaptacją – to zaszczytne miano nosi bowiem krótkometrażowy, niemy <em>„Frankenstein”</em> J. Searle Dawleya aż z 1910 r. Nie zmienia to jednak faktu, że właśnie film z 1931 r. jest tą najpopularniejszą i kanoniczną wręcz próbą opowiedzenia językiem kinematografii wspomnianej historii. Fabuła <em>„Frankensteina”</em> jest w gruncie rzeczy prościutka – poznając energię, jaka umożliwiła powstanie życia na Ziemi, doktor Frankenstein decyduje zabawić się w Stwórcę i ożywić pozszywane z ludzkich zwłok monstrum. W wyniku pomyłki jego niezbyt rozgarniętego pomocnika Fritza zamiast ponadprzeciętnego mózgu, do głowy potwora trafia organ będący wcześniej własnością zwyrodniałego przestępcy. Podczas burzy, wykorzystując wyładowania atmosferyczne, kierowany obłędem naukowiec dopina swego… Zamknięta w ok. 70 minutach fabuła niestety nie powala. Mimo krótkiego czasu trwania, pojawiają się tutaj dłużyzny, nielogiczności, razi również nieprzesadny dramatyzm poszczególnych scen czy uteatralnione, sztuczne aktorstwo większości obsady (na szczęście pierwszy plan gra przyzwoicie). Zdaję sobie sprawę, że sztuka filmowa dopiero stawiała pierwsze kroki (bo już jednak nie raczkowała), lecz nawet będąc wyrozumiałym pod tym względem, nie mogę nie przyznać, że zdarzyło mi się zerknąć na zegarek podczas seansu. Nie oznacza to jednak, że <em>„Frankenstein” </em> zasługuje już tylko na przykrycie grubą warstwą lepkiego kurzu gdzieś w mniej oświetlonej gablocie na tyłach muzeum kinematografii. Przede wszystkim warto odnotować rolę Borisa Karloffa – notabene najsłynniejszą w jego dorobku. Świetnie ucharakteryzowany, potężnej postury aktor dobrze się w niej odnalazł, nawet pomimo faktu, iż nie on, a doktor Frankenstein stanowi główną postać filmu. Po drugie, nie sposób odmówić filmowi atmosfery – urokliwe, czarno-białe zdjęcia oraz starannie przygotowana scenografia naprawdę mogą się podobać, trudno też ukryć, że <em>„Frankenstein”</em> wytyczył wzorce dla przyszłych filmów grozy, nawet jeśli sam nie wydaje się już dzisiaj ani krzynę straszny. W końcu w niejednym horrorze zobaczyliśmy później ponure zamczysko czy cmentarz o zmroku, prawda? I wreszcie po trzecie, warto poznać ten film dla samej opowieści stawiającej pytanie, czy człowiekowi wolno bawić się w Boga. Chociaż aspekt filozoficzny został w filmie mocno spłycony, jest on mimo wszystko obecny. Także sama postać monstrum Frankensteina nie jest jedynie bezrozumnym, żądnym krwi potworem, lecz zagubioną, nie odnajdującą się w świecie żywych istotą – dowodzi tego najpiękniejsza i, obok momentu „narodzin” i „śmierci”, najbardziej zapadająca w pamięć scena z filmu: gdy stwór Frankensteina spotyka małą dziewczynkę i próbuje się z nią bawić, z dziecięcą wręcz radością.</p>
<p><strong>The Bride of Frankenstein (Narzeczona Frankensteina)</strong>, 1935, reż. James Whale<br />
<em><strong>ocena: 9/10</strong></em><br />
Po sukcesie pierwszej części reżyser James Whale na realizację następnego filmu o Frankensteinie otrzymał znacznie większy budżet, co doprowadziło do realizacji dzieła zdecydowanie przebijającego oryginał, i to pod każdym względem – <img class="alignleft size-full wp-image-1033" title="narzeczona-frank-plakat" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/narzeczona-frank-plakat.jpg?w=500" alt=""   />a nie zdarza się to przecież często. Najsłabiej wypada samo zawiązanie akcji – musiał jednakże zaistnieć pretekst do kontynuacji opowiedzianej wcześniej historii. Okazuje się bowiem, że potwór Frankensteina przeżył pożar młyna. Udaje mu się wydostać z ruin i wyruszyć w świat, by poszukać własnego miejsca. Tymczasem doktor Frankenstein porzuca swoje kontrowersyjne praktyki i przygotowuje się do ślubu z narzeczoną Elizabeth. Nie dane im jest jednak zaznać szczęścia i spokoju – do bram włości Frankensteinów puka doktor Pretorius, owładnięty żądzą wskrzeszania umarłych, i to większą jeszcze, niż niegdyś Frankenstein. Po odmowie współpracy doktor decyduje się uprowadzić narzeczoną swego dawnego studenta, by zmusić go do zrealizowania szalonego planu stworzenia dla monstrum… przyjaciółki. Pomimo, iż <em>„Narzeczona Frankensteina”</em> stanowi bezpośredni sequel filmu z 1931 r., bliżej jej do remake’u tamtej historii. Tym razem mamy jednak do czynienia z dziełem naprawdę udanym. Większy nacisk położono na dialogi i prowadzenie opowieści, bez porównania również lepiej prezentuje się warstwa techniczna filmu. Zdjęcia i montaż są bardziej dynamiczne, pojawiła się klimatyczna muzyka, jakiej brakowało w oryginale, sceny z efektami specjalnymi stały się bardziej widowiskowe (tak, jak wygląda wskrzeszenie pani potworowej mogła wyglądać scena ożywienia monstrum – progres jest znaczny), na wyższym poziomie stoi też aktorstwo – wymieniono część obsady, co wyszło filmowi jedynie na dobre: przykładowo Valerie Hobson jako Elizabeth nie jest już tak sztuczna i nienaturalna, jak Mae Clarke w prequelu. Odtwórcy roli Frankensteina i jego „dzieła”, czyli Colin Clive i Boris Karloff, pozostali w swoich rolach, i razem z Ernestem Thesigerem wcielającym się w doktora Pretoriusa stanowią najjaśniejszy punkt filmu pod względem aktorskim. Przede wszystkim<img class="alignright size-full wp-image-1034" title="elsa-lanchester-frank_bride" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/elsa-lanchester-frank_bride.jpg?w=500" alt=""   /> Karloff poczuł się znacznie pewniej w roli i wypełnił swoje zadanie w sposób dalece bardziej przekonujący, tworząc tym razem już absolutnie pomnikową kreację – przyczynił się do tego też pewnie fakt, że potwór nauczył się mówić, co zwiększyło paletę aktorskich środków wyrazu. Spodobało mi się też dopełnienie elementów grozy fragmentami komicznymi, których dostarcza głównie służąca Minnie – nawet jeśli z początku wydaje się irytująca i prezentująca typowy, nieco już anachroniczny humor filmów tamtej epoki, ostatecznie przydaje filmowi uroku: szczególnie do gustu przypadła mi zabawna parafraza sceny z <em>„It’s alive!”</em>, co dodatkowo ukazało dystans filmowców do opowiadanej historii. No i na koniec warto wspomnieć o kapitalnej charakteryzacji Elsy Lanchester w roli narzeczonej dla monstrum – specyficzna fryzura (nastroszone prądem afro) oraz kreacja z bandaży i prześcieradła na zawsze zapisały się w historii horroru. Aż szkoda, że ta postać pojawia się na tak krótko. Celowo nie piszę tytułowa, bo choć „narzeczona Frankensteina” sugeruje właśnie ją, to przecież de facto była nią Elizabeth – nadanie takiej nazwy filmowi jest jednak zrozumiałe w kontekście faktu, że każdy nazwisko Frankenstein utożsamia przede wszystkim z monstrum stworzonym przez naukowca, a nie nim samym.</p>
<p><strong>Dracula (Drakula)</strong>, 1931, reż. Tod Browning<br />
<strong><em>ocena: 6/10</em></strong><br />
Film raczej luźno opierający się na motywach powieści Brama Stokera, który wart jest dzisiaj uwagi przede wszystkim ze względu na rolę węgierskiego aktora Beli Lugosiego, który w mistrzowski sposób wcielił się w hrabiego Drakulę. Dość <img class="alignleft size-full wp-image-1035" title="dracula1931-plakat" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/dracula1931-plakat.jpg?w=500" alt=""   />powiedzieć, że dzięki niemu wytyczono kanon wyglądu i zachowania filmowych wampirów: twardy akcent, czarna peleryna, hipnotyczne spojrzenie i sposób poruszania się stanowią bez wątpienia wzorzec do dzisiaj, pomimo upływu aż osiemdziesięciu lat od premiery filmu. Największe wrażenie obraz robi na początku, gdy niejaki Renfield przybywa do posiadłości Drakuli w sercu Transylwanii, by dopełnić formalności w sprawie dzierżawy przez hrabiego opactwa Carfax. Klimat budowany przez świetną scenografię (czarna karoca, wnętrze zamku Drakuli, a nawet te gumowe nietoperze na żyłkach) jest wręcz bezbłędny, podobnie jak sam Bela Lugosi – nie było chyba aktora, który lepiej wypowiedziałby kultowe dla miłośników horrorów kwestie: <em>„Listen to them. Children of the night&#8230;! What music they make…”</em> czy <em>„I never drink… wine”</em>. Niestety, wraz z podróżą hrabiego do Anglii, atmosfera siada, i tak niestety jest już do końca. Poszczególne sceny niezbyt się ze sobą kleją, sporo tu logicznych dziur, brakuje jakiegokolwiek dramatyzmu. Niestety, wywołane to było faktem, iż w dobie wielkiego kryzysu wytwórnia Universal porzuciła pierwotne plany stworzenia superprodukcji i ostro ścięła budżet filmu, wymuszając tym samym adaptację nie bezpośrednio powieści Stokera, lecz sztuki scenicznej Hamiltona Deana na jej podstawie (gdzie zresztą grał Lugosi). Jako, że udźwiękowienie filmu było w tamtych czasach nowością, wytwórnia zadecydowała też, że dialogi i efekty dźwiękowe w zupełności widzom wystarczą, toteż <em>„Drakula”</em> nie doczekał się swojej ścieżki muzycznej. Także aktorsko dzieło Browninga nie błyszczy – poza Lugosim oraz Dwightem Frye’m w roli Renfielda nie ma tu na kogo zwrócić uwagi. Potencjał filmu został więc tym samym zmarnowany – film warto obejrzeć więc głównie ze względu na Belę Lugosiego oraz dobry początek, jaki nie doczekał się godnego rozwinięcia.</p>
<p><strong>The Wolf Man (Wilkołak)</strong>, 1941, reż. George Wagner<br />
<em><strong>ocena: 7/10</strong></em><br />
<img class="alignleft size-full wp-image-1038" title="wilkolak1941-plakat" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/wilkolak1941-plakat.jpg?w=500" alt=""   />Larry Talbot po śmierci brata powraca do swojej rodzinnej Walii. Tam dowiaduje się o miejscowych podaniach o wilkołakach, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Wkrótce po przyjeździe, podczas nocnego spaceru, zostaje ugryziony przez wilka. Dalszego biegu wydarzeń można się domyślić&#8230; <em>„Wilkołak”</em> z 1941 r. to solidna pozycja studia Universal, gdzie w zasadzie wszystkie elementy należycie ze sobą współgrają. Intryga, choć nie należy do skomplikowanych, jest wystarczająco ciekawa, by utrzymać widza przed ekranem, lecz przyzwyczajeni do współczesnych, bardziej dynamicznych produkcji ludzie mogą poczuć się nieco znużeni – mi jednak takie tempo odpowiadało. Dzięki pomysłowości scenarzysty Curta Siodmaka do kanonu gatunku weszły takie przymioty wilkołaka, jak wrażliwość na srebro, przemiana podczas pełni księżyca czy zarażenie likantropią poprzez ugryzienie. Na uwagę zasługują również starannie wykreowane w studio plenery (ta gęsta mgła…) oraz charakteryzacja wilkołaka – nawet jeśli bardziej, niż przerażenie, wywołuje dziś uśmiech.</p>
<p><strong>The House That Dripped Blood (Dom wampirów)</strong>, 1971, reż. Peter Dufell<br />
<em><strong>ocena: 7,5/10</strong></em><br />
Jeden z najwyżej ocenianych filmów z wytwórni Amicus zdecydowanie zasługuje na uwagę miłośników klasycznego brytyjskiego kina grozy. Mamy tutaj do czynienia z filmem-antologią: czterema osobnymi historiami, jakie spaja <img class="alignleft size-full wp-image-1039" title="house_that_dripped_blood_plakat" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/house_that_dripped_blood_plakat.jpg?w=500" alt=""   />prowadzone przez detektywa Scotland Yardu dochodzenie w sprawie zabójstw i zaginięć oraz tytułowy dom, w którym rozgrywają się tajemnicze zdarzenia (muszę w tym miejscu zganić polskich dystrybutorów – nie lepiej było przetłumaczyć tytuł dosłownie, czyli jako <em>„Dom, który ociekał krwią”</em>? Propozycja wydawcy jest raczej chybiona, na dodatek stanowi mały spoiler). Oto bowiem obraz Petera Dufella opowiada kolejno o pisarzu, który uważa, że nawiedza go postać z jego książki, mężczyznach mających obsesję na punkcie woskowej figury pewnej kobiety, ojcu przeświadczonym o tym, że jego córka wykazuje niepokojące zainteresowanie czarną magią oraz o aktorze filmów grozy, który na potrzeby nowego filmu kupuje u dziwnego handlarza pelerynę o specyficznej właściwości… Film kreuje dość mroczną, niepokojącą atmosferę, która utrzymuje się w zasadzie aż do samego końca, zaś poszczególne opowieści mocno wciągają: na uwagę szczególnie zasługuje historia woskowej figury oraz dziewczynki i jej ojca, nie sposób jednak odmówić uroku czwartemu segmentowi, a to ze względu na autoironiczny wydźwięk opowieści (a także prztyczek w stronę hammerowskich horrorów). Stosunkowo najsłabiej wypada tutaj rozdział poświęcony paranoicznemu pisarzowi, nie radzę więc od początku zrażać się do filmu. Aktorsko jest przekonująco, mamy tu zresztą do czynienia ze śmietanką produkcji Amicusa i Hammera: Christopher Lee, Peter Cushing czy uwodzicielska Ingrid Pitt świetnie wpasowują się w konwencję filmu. Całość psuje jedynie zakończenie – raczej banalne, na dodatek żenujące technicznie. Nie zmienia to jednak faktu, że <em>„Dom, który ociekał krwią”</em> stanowi dawkę przyjemnej rozrywki z dreszczykiem, oblanej angielskim, gotyckim klimatem.</p>
<p><strong>Horror Express (Pociąg grozy)</strong>, 1973, reż. Eugenio Martín<br />
<em><strong>ocena: 4/10</strong></em><br />
I znów mamy do czynienia z duetem Lee-Cushing, tym razem w zdecydowanie słabszym obrazie. Profesor Saxton (Christopher Lee) podczas himalajskiej ekspedycji odnajduje zamarznięte, dobrze zachowane ciało nieznanego nauce <img class="alignleft size-full wp-image-1040" title="horror-express-plakat" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/horror-express-plakat.jpg?w=500" alt=""   />małpoluda, brakującego ogniwa w procesie ewolucji. Postanawia przewieźć go koleją transsyberyjską do Europy, licząc na poklask i wielką sławę. Dość szybko jednak podróż przerywa seria morderstw, które łączy fakt, że wszystkie ofiary oślepły, a ich mózgi uległy zupełnemu „zgąbczeniu”. Podejrzenie pada oczywiście na nadzwyczaj ruchliwą skamielinę, jednakże wkrótce okazuje się, że źródło zła leży gdzieś indziej. Nie ma innego wyjścia – Saxton wespół z doktorem Wellsem (Peter Cushing) muszą odkryć, kto lub co stoi za zabójstwami… Zacząć trzeba od tego, że <em>„Pociąg grozy”</em> to typowe wręcz kino klasy B, które jednakże ani przez chwilę nie udaje, że jest czymś więcej, niż li tylko prostą rozrywką. Intryga jest raczej mało wyszukana, rozwiązanie przyjemnie trąca tandetną science-fiction, ale całość ogląda się zaskakująco dobrze: widzimy tutaj typowe dla brytyjskich horrorów tamtego okresu postacie – angielskich dżentelmenów z wyższych sfer, urodziwe damy (zwracam uwagę na śliczną Silvię Tortosę w roli polskiej hrabiny Iriny Petrovski – a może raczej Piotrowskiej?), zaś sam scenariusz łączy elementy kina grozy, kryminału i sci-fi. Swoje pięć minut ma też Telly Savalas jako kapitan Kazan – wprowadza element humorystyczny, a przy tym stwarza najbardziej wyrazistą, w fajny sposób przerysowaną postać. <em>„Pociąg grozy”</em> to w żadnym razie nie rzecz, jaką trzeba koniecznie obejrzeć, ale w wolny wieczór, przy paczce chipsów będzie jak znalazł, pod warunkiem, że przygotujemy się na specyficzną konwencję kina klasy B.</p>
<br />Filed under: <a href='http://krainacieni.wordpress.com/category/media/'>Media</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/krainacieni.wordpress.com/1028/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/krainacieni.wordpress.com/1028/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/krainacieni.wordpress.com/1028/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/krainacieni.wordpress.com/1028/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/krainacieni.wordpress.com/1028/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/krainacieni.wordpress.com/1028/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/krainacieni.wordpress.com/1028/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/krainacieni.wordpress.com/1028/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/krainacieni.wordpress.com/1028/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/krainacieni.wordpress.com/1028/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/krainacieni.wordpress.com/1028/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/krainacieni.wordpress.com/1028/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/krainacieni.wordpress.com/1028/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/krainacieni.wordpress.com/1028/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1028&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://krainacieni.wordpress.com/2011/07/13/kino-w-blasku-ksiezyca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/97c435329e9a18678057181e13c09fe2?s=96&#38;d=identicon" medium="image">
			<media:title type="html">Christophoros</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/frankenstein1931-plakat.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">frankenstein1931-plakat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/narzeczona-frank-plakat.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">narzeczona-frank-plakat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/elsa-lanchester-frank_bride.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">elsa-lanchester-frank_bride</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/dracula1931-plakat.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">dracula1931-plakat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/wilkolak1941-plakat.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">wilkolak1941-plakat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/house_that_dripped_blood_plakat.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">house_that_dripped_blood_plakat</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/horror-express-plakat.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">horror-express-plakat</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>R&amp;R</title>
		<link>http://krainacieni.wordpress.com/2011/07/13/rr/</link>
		<comments>http://krainacieni.wordpress.com/2011/07/13/rr/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 Jul 2011 23:05:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Christophoros</dc:creator>
				<category><![CDATA[Varia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://krainacieni.wordpress.com/?p=1032</guid>
		<description><![CDATA[Wszyscy zainteresowani tym, co u mnie słychać po sesji, niech skierują tutaj swe kroki. Przyrównałem w poprzedniej notce studiowanie do wojny, więc i teraz rzeknę żołnierskim słowem: pora na rest and relaxation (a nawet recuperation), i nawet fakt, że do końca lipca muszę chodzić na praktyki tego nie zmieni. Choć mnie samemu trudno w to [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1032&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wszyscy zainteresowani tym, co u mnie słychać po sesji, niech skierują tutaj swe kroki.</p>
<p><span id="more-1032"></span></p>
<div id="attachment_1031" class="wp-caption aligncenter" style="width: 360px"><img class="size-full wp-image-1031" title="szczesliwy-rekin" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/szczesliwy-rekin.jpg?w=500" alt=""   /><p class="wp-caption-text">Szczęśliwy rekin mówi: udało się!</p></div>
<p>Przyrównałem w poprzedniej notce studiowanie do wojny, więc i teraz rzeknę żołnierskim słowem: pora na <em>rest and relaxation</em> (a nawet <em>recuperation</em>), i nawet fakt, że do końca lipca muszę chodzić na praktyki tego nie zmieni. Choć mnie samemu trudno w to uwierzyć, najgorszą dotychczas sesję przeszedłem bez zadraśnięcia. Mam jedynie nadzieję, że limit szczęścia na studiach nie został tym samym wyczerpany <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<br />Filed under: <a href='http://krainacieni.wordpress.com/category/varia/'>Varia</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/krainacieni.wordpress.com/1032/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/krainacieni.wordpress.com/1032/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/krainacieni.wordpress.com/1032/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/krainacieni.wordpress.com/1032/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/krainacieni.wordpress.com/1032/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/krainacieni.wordpress.com/1032/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/krainacieni.wordpress.com/1032/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/krainacieni.wordpress.com/1032/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/krainacieni.wordpress.com/1032/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/krainacieni.wordpress.com/1032/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/krainacieni.wordpress.com/1032/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/krainacieni.wordpress.com/1032/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/krainacieni.wordpress.com/1032/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/krainacieni.wordpress.com/1032/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1032&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://krainacieni.wordpress.com/2011/07/13/rr/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/97c435329e9a18678057181e13c09fe2?s=96&#38;d=identicon" medium="image">
			<media:title type="html">Christophoros</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/07/szczesliwy-rekin.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">szczesliwy-rekin</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Kserowanie a sprawa studencka</title>
		<link>http://krainacieni.wordpress.com/2011/06/01/kserowanie-a-sprawa-studencka/</link>
		<comments>http://krainacieni.wordpress.com/2011/06/01/kserowanie-a-sprawa-studencka/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Jun 2011 21:00:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Christophoros</dc:creator>
				<category><![CDATA[Refleksje]]></category>
		<category><![CDATA[kserowanie]]></category>
		<category><![CDATA[sesja]]></category>
		<category><![CDATA[studenci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://krainacieni.wordpress.com/?p=1017</guid>
		<description><![CDATA[Ze studiowaniem to jest trochę tak jak z wojną – przez parę miesięcy względny spokój, biwakowanie w koszarach i przepustki do domu, ale jak nagle nie łupnie z ciężkiej artylerii, jak ogniem nie błyśnie i ziemią w oczy nie przysypie, momentalnie człowiek wpada w centrum największej zawieruchy, dziwiąc się przy tym: jak to możliwe, że [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1017&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ze studiowaniem to jest trochę tak jak z wojną – przez parę miesięcy względny spokój, biwakowanie w koszarach i przepustki do domu, ale jak nagle nie łupnie z ciężkiej artylerii, jak ogniem nie błyśnie i ziemią w oczy nie przysypie, momentalnie człowiek wpada w centrum największej zawieruchy, dziwiąc się przy tym: <em>jak to możliwe, że to już?</em> Sesja zawsze, ale to zawsze zaskakuje studentów. W tym semestrze wyjątku nie było – chociaż formalnie rozpoczyna się ona u mnie za dwa tygodnie, mi to już różnicy nie zrobi. Walka na froncie trwa na całego i, generalnie rzecz biorąc, jest to bitwa na śmierć i życie, na upragnione „minimum dosty” i znienawidzone dwóje. Wykładowcy wchodzący na salę z pakietem egzaminów pod pachą miewają przy tym miny sugerujące, że lubią zapach napalmu o poranku.</p>
<p><span id="more-1017"></span>… nie zamierzam jednak jakoś szczególnie narzekać, chociaż przede mną najcięższa z dotychczasowych potyczek. Jeśli są tutaj na sali prawnicy, z pewnością potwierdzą, że zbitki słów w rodzaju <em>„postępowanie karne”</em> czy <em>„prawo zobowiązań”</em> brzmią wyjątkowo złowieszczo, i takie też przedmioty za sobą kryją. Nie będę zbytnio się żalić, bo przy wyborze studiów <em>widziały gały co brały</em>. Poza tym przy okazji narzekania, jak to nam &#8211; studentom &#8211; ciężko, warto byłoby przypomnieć sobie, że nasi bracia i siostry z dawnych pokoleń mieli trochę gorzej pod wieloma względami. I myślę, że <em>trochę</em> to jednak nieco za miękkie słowo w kontekście tutaj użytym.</p>
<p>Pół biedy, gdy na półkach sklepowych nie było jeszcze napojów energetyzujących, które potrafią pobudzić niemal tak, jak zastrzyk adrenaliny zaserwowany Umie Thurman w <em>„Pulp Fiction”</em> – człowiek wtedy co prawda nie umie zasnąć, lecz przechodzi w tryb wegetatywny, utrzymując się na krawędzi snu nad książką, z której i tak już niewiele rozumie. Kiedyś można było wszak napędzić się solidną dawką czarnej jak asfalt polskich autostrad kawy, co zresztą i przez autora zostało nieraz zastosowane. Zgroza ogarnia jednak człowieka, gdy uświadamia sobie, ile czasu w okolicach sesji spędza w punktach ksero. Dzisiaj to kwestia paru chwil, by wzbogacić się o kilkadziesiąt stron notatek (głównie od pilnych koleżanek) czy jak zawsze bardzo przydatnej literatury uzupełniającej, na którą przed egzaminem nigdy nie staje roboczogodzin. Potraficie sobie jednak wyobrazić czas, gdy kserowanie nie było czymś oczywistym czy – choć trudno w to uwierzyć pokoleniu, które zaraz po urodzeniu sięga rączką po iPhone’a – w ogóle ono nie istniało, a jedyną formą powielenia przydatnych informacji był długopis i kawałek kartki? Żeby dopełnić obrazu tej niewysłowionej grozy dodam jeszcze jeden element – brak komputerów. W obliczu konieczności opracowywania wszechobecnych referatów oznaczałoby to dla nas – w połączeniu z brakiem ksera – wielogodzinne wizyty w bibliotece z przepisywaniem tekstu z książek, których nie można wypożyczyć, czy też nawet tworzenie pracy z miejsca. Ktoś zakrzyknie, że przecież istniały maszyny do pisania. No tak, ale w wypożyczalni stukot klawiszy doprowadziłby resztę bywalców do takiego stanu, w którym nawet św. Franciszek kopałby po głowach niemowlęta, po drugie jest dla mnie jasne, że prawdziwy, z definicji biedny student sprzedałby maszynę, by mieć na jedzenie i <em>coś zimnego</em> do popicia.</p>
<p>Z brakiem pecetów, laptopów, netbooków i reszty technologicznego szaleństwa wiązałby się jeszcze inny, budzący zimny dreszcz na plecach fakt. Brak Internetu. Nie byłoby błyskawicznej wymiany opracowaniami i pytaniami <em>„od tych, co już mieli”</em>, nie istniałoby pozyskiwanie informacji przysłowiowym dwuklikiem. O braku zajęć czy wynikach trzeba byłoby się dowiadywać z tablic przy dziekanacie, licząc, że usłużna, miła duszyczka mieszkająca na stałe w mieście naszej Matki Karmicielki (Alma Mater, jakby ktoś pytał) przejdzie się na wydział i ewentualnie zawiadomi resztę, dzwoniąc. Właśnie – telefony. Gdyby nie komunikacja komórkowa ile razy przegapiłbym zajęcia, kolokwia, wpisy i zapisy, ile to byłoby dodatkowych nerwów i uszkodzonych od wbijania w ścianę zębów! Niezaprzeczalne jest jednak, że same telefony nie zadzwonią – tu musi sprawdzić się czynnik ludzki. Chwała niebiosom, że u mnie póki co pod tym względem nie ma powodów do narzekań.</p>
<p>Konkludując – czasy dla studiowania są aktualnie raczej nie najgorsze. Za to czy dla absolwentów uczelni wyższych są równie dobre – przyjdzie mi przekonać się osobiście za czas jakiś. Póki co pozostaje sesja, jak zawsze pod tą samą dewizą – <em>Ora et labora</em>, na zmianę z <em>Pan da trzy</em>!</p>
<div id="attachment_1018" class="wp-caption aligncenter" style="width: 510px"><img class="size-full wp-image-1018" title="Sesja - cosemestralny konflikt..." src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/06/sesja-konflikt-shapes.jpg?w=500&#038;h=250" alt="" width="500" height="250" /><p class="wp-caption-text">Taka moja mała impresja na temat <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p></div>
<br />Filed under: <a href='http://krainacieni.wordpress.com/category/refleksje/'>Refleksje</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/krainacieni.wordpress.com/1017/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/krainacieni.wordpress.com/1017/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/krainacieni.wordpress.com/1017/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/krainacieni.wordpress.com/1017/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/krainacieni.wordpress.com/1017/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/krainacieni.wordpress.com/1017/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/krainacieni.wordpress.com/1017/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/krainacieni.wordpress.com/1017/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/krainacieni.wordpress.com/1017/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/krainacieni.wordpress.com/1017/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/krainacieni.wordpress.com/1017/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/krainacieni.wordpress.com/1017/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/krainacieni.wordpress.com/1017/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/krainacieni.wordpress.com/1017/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1017&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://krainacieni.wordpress.com/2011/06/01/kserowanie-a-sprawa-studencka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/97c435329e9a18678057181e13c09fe2?s=96&#38;d=identicon" medium="image">
			<media:title type="html">Christophoros</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/06/sesja-konflikt-shapes.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Sesja - cosemestralny konflikt...</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Nieuleczalna miłość ze Stambułem w tle</title>
		<link>http://krainacieni.wordpress.com/2011/04/12/nieuleczalna-milosc-ze-stambulem-w-tle/</link>
		<comments>http://krainacieni.wordpress.com/2011/04/12/nieuleczalna-milosc-ze-stambulem-w-tle/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 Apr 2011 19:10:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Christophoros</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Muzeum niewinności]]></category>
		<category><![CDATA[Orhan Pamuk]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://krainacieni.wordpress.com/?p=1009</guid>
		<description><![CDATA[Trzydziestoletni Kemal miał wszystko, czego chcieć może turecki kawaler w jego wieku: pozycję społeczną, pieniądze i kochającą go narzeczoną Sibel, z którą wkrótce miał się zaręczyć. Wszystko zmieniło się, odkąd poznał śliczną, osiemnastoletnią Füsun, swoją daleką krewną. Od tego momentu potrafił myśleć już tylko o niej – zarówno, gdy spotykali się potajemnie przez czterdzieści cztery [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1009&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Trzydziestoletni Kemal miał wszystko, czego chcieć może turecki kawaler w jego wieku: pozycję społeczną, pieniądze i kochającą go narzeczoną Sibel, z którą wkrótce miał się zaręczyć. Wszystko zmieniło się, odkąd poznał śliczną, osiemnastoletnią Füsun, swoją daleką krewną. Od tego momentu potrafił myśleć już tylko o niej – zarówno, gdy spotykali się potajemnie przez czterdzieści cztery dni w pokoju w kamienicy Zmiłowanie, by bez opamiętania uprawiać seks, jak i kiedy musieli się rozstać. Dla Kemala liczyła się już tylko owa dziewczyna, za co obojgu przyszło w kolejnych latach gorzko płacić.</p>
<p><span id="more-1009"></span>Orhan Pamuk, laureat Literackiej Nagrody Nobla z 2006 r., w swej pierwszej powieści po zdobyciu tego najbardziej prestiżowego pisarskiego wyróżnienia, zabiera nas w podróż do Stambułu lat 70. i 80. Stambułu, który powoli otwiera się na Europę, zachodnią kulturę i wszystkie wiążące się z tym faktem konsekwencje. Stambułu, który z jednej strony <img class="alignleft size-full wp-image-986" title="Orhan Pamuk - Muzeum niewinności" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/04/pamuk-muzeum-niewinnosci.jpg?w=500" alt=""   />pije Coca-Colę, z drugiej zaś nie jest w stanie wyzbyć się swojej dawnej mentalności oraz obyczajowych ograniczeń narzuconych w mniejszym lub większym stopniu przez religię oraz tradycję, Stambułu tkwiącego w rozkroku pomiędzy nowym a starym. Życie i zmiany ludzi zamieszkujących to tureckie metropolis stanowią jednakże jedynie tło dla fascynującej, rozpisanej na ponad 750 stronach historii miłości przeradzającej się wręcz w obsesję. Kemal zaczyna bowiem tworzyć dość niecodzienną kolekcję – zbiera rzeczy, z którymi styczność miała Füsun, albo z jakimi mu się ona kojarzy. A są to rozmaite przedmioty – od kolczyka, jaki zgubiła w pościeli podczas miłosnych igraszek, przez sztućce, jakimi jadała, aż do niedopałków papierosów, skwapliwie zbieranych przez zakochanego, a z których każdy przypomina Kemalowi konkretny wieczór spędzony z Füsun i jej rodziną, jej konkretne gesty czy spojrzenia. Właśnie z tych wszystkich drobiazgów tworzone jest tytułowe <em>„Muzeum niewinności”</em>. Muzeum, jakie ma za zadanie opowiedzieć historię tej jednej namiętności. Mylić się jednak może ten, kto czytając powyższe słowa, uzna głównego bohatera za szaleńca. Mimo dziwacznej pasji to po prostu człowiek do cna pogrążony w niemożliwej do spełnienia miłości, miłości, której na drodze stoi w zasadzie wszystko: początkowy brak odwagi bohatera, różnice społeczne, środowisko czy wreszcie narzeczona. Kemal miota się, próbuje uwolnić się z owego zauroczenia, ale wszystko to tylko sprawia, że Füsun staje mu się jeszcze bliższa. Jego starania, by być jak najbliżej niej sprawiają, że powoli uznawany zostaje wśród swoich przyjaciół i rodziny za dziwaka, który nieubłaganie traci kontakt z rzeczywistością i marnuje życie na nic niewarte mrzonki.</p>
<p>Patrząc powierzchownie, historia relacji Kemala i Füsun nie wydaje się w pobieżnym opisie zbyt skomplikowana, lecz Pamuk przekazuje ją w mistrzowski, dokładny sposób. Całą opowieść poznajemy z perspektywy pierwszej osoby – Kemala (chociaż pod koniec pojawia się również narrator-autor). To jego myśli, pragnień i zamiarów możemy być pewni, wszystko wokół pozostaje zaś jedynie jego obserwacją, z postacią Füsun włącznie. Tak naprawdę nie wiemy, o czym ona myśli, jakie są jej prawdziwe uczucia – wszystko to Kemal stara się odgadnąć z jej słów, gestów i mimiki. I, zupełnie jak w rzeczywistości, mężczyzna nie zawsze jest w stanie zrozumieć tajemnicę kobiety. Kapitalne są wątki psychologiczne, emocjonalne i uczuciowe rozgrywki pomiędzy postaciami, najdrobniejsze niuanse opisywane przez autora, który popisuje się w swej książce mistrzowskim darem obserwacji ludzkich zachowań i umiejętnością przenoszenia ich na karty powieści. Także rysowana w tle metamorfoza Stambułu nie nuży, wręcz przeciwnie – dopiero opis tamtejszych przemian pozwala w pełni zrozumieć mentalność oraz sposób postępowania bohaterów. Pamuk stroni jednak – na szczęście &#8211; od polityki, która wyrzucona jest w <em>„Muzeum niewinności”</em> poza nawias.</p>
<p>Piękna to i poruszająca opowieść o nieuleczalnym uczuciu, które zarówno przynosi bohaterom radość, jak i ich unieszczęśliwia. <em>„Muzeum niewinności”</em> to proza najwyższej próby, nie przeintelektualizowana, lecz zarazem głęboka i dająca do myślenia. Próbująca odpowiedzieć na nurtujące wielu z nas pytanie – czym jest miłość? – lecz nie dająca na nie jednoznacznej odpowiedzi. Tę musimy odkryć sami.</p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-variant:small-caps;"><strong>Ocena:</strong> <span style="font-size:x-large;">9 </span><span style="font-variant:small-caps;"><strong>/ 10</strong><br />
</span></span></p>
<br />Filed under: <a href='http://krainacieni.wordpress.com/category/literatura/'>Literatura</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/krainacieni.wordpress.com/1009/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/krainacieni.wordpress.com/1009/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/krainacieni.wordpress.com/1009/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/krainacieni.wordpress.com/1009/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/krainacieni.wordpress.com/1009/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/krainacieni.wordpress.com/1009/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/krainacieni.wordpress.com/1009/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/krainacieni.wordpress.com/1009/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/krainacieni.wordpress.com/1009/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/krainacieni.wordpress.com/1009/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/krainacieni.wordpress.com/1009/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/krainacieni.wordpress.com/1009/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/krainacieni.wordpress.com/1009/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/krainacieni.wordpress.com/1009/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1009&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://krainacieni.wordpress.com/2011/04/12/nieuleczalna-milosc-ze-stambulem-w-tle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/97c435329e9a18678057181e13c09fe2?s=96&#38;d=identicon" medium="image">
			<media:title type="html">Christophoros</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/04/pamuk-muzeum-niewinnosci.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Orhan Pamuk - Muzeum niewinności</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Zróbmy słuchaczom dobrze</title>
		<link>http://krainacieni.wordpress.com/2011/03/31/zrobmy-sluchaczom-dobrze/</link>
		<comments>http://krainacieni.wordpress.com/2011/03/31/zrobmy-sluchaczom-dobrze/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 31 Mar 2011 20:49:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Christophoros</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[popkultura]]></category>
		<category><![CDATA[radio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://krainacieni.wordpress.com/?p=1003</guid>
		<description><![CDATA[Życie powoli się toczy, wydawać by się mogło, a minął już ponad miesiąc od czasu, gdy coś tutaj skrobnąłem. Nawet jeśli po Krainie tego nie widać, z moim natchnieniem jest jak najbardziej w porządku – Ciemna Strona Rocka dostała w ciągu ostatnich 4 tygodni kilka recenzji, w większości ciekawych płyt, a i moja prozatorska twórczość [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1003&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Życie powoli się toczy, wydawać by się mogło, a minął już ponad miesiąc od czasu, gdy coś tutaj skrobnąłem. Nawet jeśli po Krainie tego nie widać, z moim natchnieniem jest jak najbardziej w porządku – Ciemna Strona Rocka dostała w ciągu ostatnich 4 tygodni kilka recenzji, w większości ciekawych płyt, a i moja prozatorska twórczość ma się całkiem nieźle. Mam co najmniej kilka – jak mi się wydaje – bardzo fajnych pomysłów, jakie warto będzie zrealizować. No ale, przejdźmy do ad remu, bo widzę, że pan w trzecim rzędzie już ziewa.</p>
<p><span id="more-1003"></span>W polskiej rzeczywistości nie dzieje się ostatnio zbyt wiele ciekawych rzeczy. Zalewani jesteśmy co rusz nowymi, bezwartościowymi zdarzeniami medialnymi, przeważnie o podłożu politycznym. Z racji, że – jak obiecałem po reaktywacji – polityką (i politykierstwem, opcjonalnie politainmentem) zajmować się tutaj raczej nie warto, nie zamierzam śmiecić opisywaniem i komentowaniem tych faktów cennej przestrzeni blogowej. Wszyscy widzimy, co i jak, i jedyne co się nasuwa, to słowa jednej z piosenek Elektrycznych Gitar: <em>„wszystko ch…”</em>. No, wiecie zresztą sami.</p>
<p>Jedna rzecz przykuła jednak mą uwagę. Nasi PT. parlamentarzyści przeforsowali ustawę, w myśl której 60 procent piosenek polskojęzycznych ma być emitowana na antenie radiowej pomiędzy godziną 5.00 a 24.00, co w zamierzeniu ma sprzyjać promocji polskiej kultury (ekhem…) muzycznej. Koniec z wykonywaniem normy w godzinach nocnych – teraz szansę posłuchać muzyki w naszym ojczystym i szeleszczącym, choć bez wątpienia pięknym języku będą mieli nie tylko stróże nocni i cierpiący na bezsenność nieszczęśnicy. Pozornie więc wszystko wygląda pięknie, a lista artystów, którzy poparli tę inicjatywę nie może pozostawić w nas żadnych wątpliwości. W końcu skoro projekt ustawy wsparli tak świeży i wiecznie modni wykonawcy, jak Maryla Rodowicz, Grzegorz Skawiński, Janusz Panasewicz, Muniek Staszczyk czy Piotr Kupicha, to przecież musi to być dobra idea. …Musi prawda?</p>
<p>Otóż, mówiąc szczerze a otwarcie, podchodzę do tego pomysłu ze sceptycyzmem. Pomijam już fakt, że nie lubię, gdy słuchaczowi na siłę robi się dobrze, gdy jacyś rządowi decydenci orzekają, że jeśli dzienna norma polskiej muzyki zostanie wyrobiona, to i nam, odbiorcom radiowym, się polepszy. Wszyscy wiemy, jak działają radia komercyjne – gotowe playlisty, „hiciory” emitowane po 2-3 razy dziennie, w większości autorstwa zagranicznych pseudogwiazdek trzeciego sortu. Teraz część miejsca dzielnie okupowanego przez szwedzkie, niemieckie czy rumuńskie wynalazki zajmą nasi. Można mieć tylko wątpliwości, co za „nasi”. Czy radiowi giganci, skarżący się zresztą na nową ustawę (<em>„Bo słuchacze wolą zagraniczne piosenki!”</em>), nagle wpuszczą na swoje salony w eterze młodych rodzimych wykonawców, albo przynajmniej tych, którzy do tej pory musieli cisnąć się tuż pod powierzchnią głównego nurtu? Zapis w ustawie, który ma premiować emisję kawałków debiutantów z Polski (ich utwory mają się do limitu liczyć podwójnie) w swych założeniach ma do tego owe wielkie radia dopingować. Obawiam się jednak, że w praktyce będzie to wyglądać w następujący sposób – jeszcze więcej Feela, Kombii czy Bajmu, a ewentualnych młodych gniewnych w ramach nabijania licznika puści się w godzinach „granicznych”: czyli o 5.00 albo gdzieś w późnych godzinach wieczornych. Kolejna sprawa nie do pominięcia to fakt, że lwia część muzyków dopiero wkraczających na rodzimą scenę, wykonuje piosenki po angielsku. Powoli mijają czasy, że polscy słuchacze z tekstów zagranicznych utworów potrafili rozpoznać jedynie słowa czy zwroty w rodzaju <em>„I love you”</em>, <em>„goodbye”</em> etc. W obliczu zjednoczonej Europy czy – co istotniejsze – globalnej wioski silnie spajanej przez szeroko sięgające macki Sieci, coraz więcej debiutantów decyduje się na śpiewanie w języku Szekspira. Raz, że coraz częściej czujemy się obywatelami świata, dwa, że wynika to z marzeń o podboju owego świata (a przynajmniej Europy) za pomocą gitary i mikrofonu &#8211; językowa unifikacja może temu dopomóc, np. w wypromowaniu zespołu za pomocą MySpace. Tak więc ustawa wspierająca polską piosenkę mówi stop ciekawym, świeżym wykonawcom w rodzaju The Boogie Town, którzy przecież pochodzą z kraju Piasta i Małysza, a poza singlem wybrali śpiewniejszy język anglosaski. Z drugiej zaś strony, wierzyć mi się nie chce, że radiowe molochy nagle wrzucą do swoich playlist artystów w rodzaju Strachów na Lachy, Indios Bravos czy nawet Happysad. Nie to, żebym nie wierzył w szefów ZETki, RMF FM czy Eski, nie. Tak po prostu podpowiada mi mój życiowy pragmatyzm.</p>
<p>Cały ten pomysł z wyznaczaniem, czego powinniśmy słuchać i jak bardzo zrobi to dobrze nam, słuchaczom, oraz polskim muzykom, jest chybiony. Owszem, zapewne Cerekwicka czy Krawczyk ucieszą się, że częstsze puszczanie ich tchnących już nieświeżością przebojów przyczyni się do zwiększenia przychodów z tantiemów z ZAIKS-u, ale sytuacji nas, odbiorców tego wszystkiego, to nie polepszy. Zresztą, może niepotrzebnie się napinam? Wszak nie odkryję Ameryki stwierdzając, że najciekawsze muzycznie rzeczy w kraju czy za granicą dzieją się teraz pod powierzchnią mainstreamu i wystarczy trochę dobrej woli i wysiłku, by je wyszukać i się nimi zachwycić. A oferta dużych, komercyjnych stacji radiowych i tak, nawet po „rewolucyjnej” ustawie, pozostanie przeznaczona dla tych, którzy nie odróżniają Gawlińskiego od Gadowskiego. Czyli po staremu.</p>
<br />Filed under: <a href='http://krainacieni.wordpress.com/category/muzyka/'>Muzyka</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/krainacieni.wordpress.com/1003/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/krainacieni.wordpress.com/1003/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/krainacieni.wordpress.com/1003/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/krainacieni.wordpress.com/1003/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/krainacieni.wordpress.com/1003/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/krainacieni.wordpress.com/1003/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/krainacieni.wordpress.com/1003/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/krainacieni.wordpress.com/1003/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/krainacieni.wordpress.com/1003/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/krainacieni.wordpress.com/1003/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/krainacieni.wordpress.com/1003/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/krainacieni.wordpress.com/1003/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/krainacieni.wordpress.com/1003/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/krainacieni.wordpress.com/1003/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=1003&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://krainacieni.wordpress.com/2011/03/31/zrobmy-sluchaczom-dobrze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/97c435329e9a18678057181e13c09fe2?s=96&#38;d=identicon" medium="image">
			<media:title type="html">Christophoros</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Panie Wojtku, z pana to jest gość</title>
		<link>http://krainacieni.wordpress.com/2011/02/21/panie-wojtku-z-pana-to-jest-gosc/</link>
		<comments>http://krainacieni.wordpress.com/2011/02/21/panie-wojtku-z-pana-to-jest-gosc/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Feb 2011 20:01:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Christophoros</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[Rockmann]]></category>
		<category><![CDATA[Wojciech Mann]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://krainacieni.wordpress.com/?p=996</guid>
		<description><![CDATA[Chyba nie ma w Polsce człowieka, który nie spędzając całego życia w piwnicy tudzież innym miejscu odosobnienia, nie słyszałby o Wojciechu Mannie i nie kojarzyłby jego charakterystycznej aparycji i głosu. Ten popularny dziennikarz muzyczny, osobowość telewizyjna, a przede wszystkim – radiowiec, cieszy się w naszym kraju w pełni zasłużoną sympatią, którą zawdzięcza szerokiej wiedzy o [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=996&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Chyba nie ma w Polsce człowieka, który nie spędzając całego życia w piwnicy tudzież innym miejscu odosobnienia, nie słyszałby o Wojciechu Mannie i nie kojarzyłby jego charakterystycznej aparycji i głosu. Ten popularny dziennikarz muzyczny, osobowość telewizyjna, a przede wszystkim – radiowiec, cieszy się w naszym kraju w pełni zasłużoną sympatią, którą zawdzięcza szerokiej wiedzy o muzyce (i ogólnie kulturze), a jaką potrafi w sposób interesujący i niebanalny przekazać. Kto słyszał jego audycje w chociażby radiowej Trójce, ten wie, że pan Mann należy do tego – wymierającego już niestety &#8211; pokolenia radiowców, którzy nie uważają odbiorcy swoich audycji za półgłówków i zawsze mówią &#8211; ładną polszczyzną, co wymaga podkreślenia &#8211; w sposób interesujący i dowcipny: nawet wtedy, gdy jedynie komentują pogodę za oknem – prezentując przy tym wartościową, daleką od plastikowego mainstreamu muzykę. Gdy na rynku pojawiła się jego książka <em>„RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą”</em>, było wiadome, że jeśli tylko Mannowi uda się na papier przenieść swój humorystyczny, gawędziarski styl, będzie to pozycja z wszech miar przyjemna w odbiorze.</p>
<p><span id="more-996"></span>I faktycznie, to się udało. <em>„RockMann”</em> to nie tyle autobiografia, co zbiór wspomnień, które w taki czy inny sposób wiążą się z muzyką – a nie da się zaprzeczyć, że właśnie jej całe swe życie podporządkował Wojciech Mann. Podróż <img class="alignleft size-full wp-image-986" title="wojciechmann-rockmann" src="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/02/wojciechmann-rockmann.jpg?w=500" alt=""   />zaczynamy więc od pierwszych płyt, pierwszego radia, jakich słuchał pan Wojtek, aż do czasów bardziej nam współczesnych. Wszystko to opakowane masą anegdotek i ciekawostek, które przybliżają nam kształt ówczesnej, socjalistycznej Polski młodości autora, w której w konspiracji Mann wraz z Andrzejem Olechowskim (tak, tym Olechowskim) zakładali klub miłośników rock &amp; rolla, w czasach której przybycie do nas gwiazd muzyki zachodniego świata było równie wielkim wydarzeniem, jakim byłoby lądowanie kosmitów w centrum Warszawy (co Mann podkreśla przy okazji wspomnienia pierwszej wizyty Rolling Stonesów), a posiadanie kolekcji zagranicznych winyli od razu umacniało pozycję szczęśliwego właściciela w towarzystwie. Książka sięga też czasów po transformacji, kiedy m.in. W.M. tworzył Radio Kolor, gdzie pojawiło się sporo znanych do dziś nazwisk. Trzeba przyznać, że Wojciech Mann ma co wspominać, i jest czego mu zazdrościć – nie każdy miał w swoim życiu sposobność imprezować z The Animals czy wystąpić na scenie ze Steviem Wonderem, śpiewając z nim <em>„I Just Call To Say I Love You”</em>. Niezwykle zabawne są też historyjki w rodzaju tej, gdy jeden z młodych zespołów nie mógł rozpocząć występu, bo domowej roboty wzmacniacz połączony z gitarą notorycznie kopał prądem gitarzystę, przez co ten odmówił występu, albo bezskuteczne przekonywanie przez Manna pewnego Ważnego Decydenta o zmianie loga prowadzonego przezeń pisma „Non Stop” (owemu Decydentowi nie podobały się proporcje wyrazów – uznał, że zbyt duże „non” wyraża protest, co miało wpływać na negatywną wymowę magazynu), czy próby wykiwania cenzury. Nie ma sensu przytaczać innych anegdot, warto je poznać samemu, tym bardziej, że podano je w charakterystyczny, „mannowski” sposób.</p>
<p><em>„RockMann”</em> to dwieście stron napisanych żywym, lekkim językiem interesujących wspomnień ciekawego człowieka, który miał odwagę realizować swoje pasje, i robi to do dziś. Aż żal, że tak krótko, bo książkę bez problemu można przeczytać w jeden wieczór (mi zajęło to jakieś 2,5 godziny) i gdy trafiamy na ostatnią stronę pozostaje uczucie niedosytu. Nie zmienia to faktu, że to godna polecenia, wartościowa szczególnie dla fanów muzyki pozycja, choć i inni będą się zapewne przy niej dobrze bawić.</p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-variant:small-caps;"><strong>Ocena:</strong> <span style="font-size:x-large;">8 </span><span style="font-variant:small-caps;"><strong>/ 10</strong><br />
</span></span></p>
<br />Filed under: <a href='http://krainacieni.wordpress.com/category/literatura/'>Literatura</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/krainacieni.wordpress.com/996/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/krainacieni.wordpress.com/996/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/krainacieni.wordpress.com/996/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/krainacieni.wordpress.com/996/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/krainacieni.wordpress.com/996/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/krainacieni.wordpress.com/996/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/krainacieni.wordpress.com/996/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/krainacieni.wordpress.com/996/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/krainacieni.wordpress.com/996/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/krainacieni.wordpress.com/996/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/krainacieni.wordpress.com/996/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/krainacieni.wordpress.com/996/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/krainacieni.wordpress.com/996/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/krainacieni.wordpress.com/996/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=996&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://krainacieni.wordpress.com/2011/02/21/panie-wojtku-z-pana-to-jest-gosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/97c435329e9a18678057181e13c09fe2?s=96&#38;d=identicon" medium="image">
			<media:title type="html">Christophoros</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://krainacieni.files.wordpress.com/2011/02/wojciechmann-rockmann.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">wojciechmann-rockmann</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Nie pora na ciszę</title>
		<link>http://krainacieni.wordpress.com/2011/02/16/nie-pora-na-cisze/</link>
		<comments>http://krainacieni.wordpress.com/2011/02/16/nie-pora-na-cisze/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Feb 2011 19:13:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Christophoros</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://krainacieni.wordpress.com/?p=987</guid>
		<description><![CDATA[A jednak. Wiedziałem, że tak będzie. Wiedziałem, że prędzej czy później tutaj wrócę. I chociaż miałem przemożną chęć zamknięcia tego bloga, asekuracyjnie go zawiesiłem, znając trochę siebie i swoje wahania w kwestiach decyzyjnych. Oto stało się. Po raz kolejny wracam do Krainy. Rok 2010 nie był rokiem, w którym miałbym ochotę przerywać panującą tutaj ciszę. [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=987&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>A jednak. Wiedziałem, że tak będzie. Wiedziałem, że prędzej czy później tutaj wrócę. I chociaż miałem przemożną chęć zamknięcia tego bloga, asekuracyjnie go zawiesiłem, znając trochę siebie i swoje wahania w kwestiach decyzyjnych. Oto stało się. Po raz kolejny wracam do Krainy.</p>
<p><span id="more-987"></span>Rok 2010 nie był rokiem, w którym miałbym ochotę przerywać panującą tutaj ciszę. Mówiąc najoględniej jak się da, nie był to zbyt dobry czas, z różnych względów, którymi nie będziemy się tutaj zajmować. Zresztą, milczałem nie tylko w Krainie Cieni. Jedyna moja twórcza praca w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy sprowadzała się do wrzucania co jakiś czas na łamy <a href="http://klimatycznie.wordpress.com">Ciemnej Strony Rocka</a> jakiejś nowej recenzji (wyłączając edukację rzecz jasna, ale w przypadku nauki to najczęściej praca nie tyle twórcza, co odtwórcza). I choć pisanie opinii na temat muzyki to robota całkiem przyjemna, to spójrzmy prawdzie w oczy – niezbyt kreatywna i nie wymagająca takiego nakładu pracy jak jakakolwiek inna forma pisarsko-literacka (nie zrozumcie mnie źle – recenzje też nie powstawały ot tak, za pstryknięciem palców, ale to forma zdecydowanie prostsza od innych. Nieprzypadkowo początkującym dziennikarzom każe się na początku pisać jakieś krótkie recenzyjki, płacąc lichą wierszówkę – podobno to najpośledniejsza robota dziennikarska; nie jestem zawodowcem, nie wnikam). Pewnie gdyby nie CSR, pisanie rzuciłbym w zupełnie cholerę. W ciągu wspomnianego okresu nie stworzyłem absolutnie niczego. Żadnego opowiadania, dykteryjki, miniaturki, zupełnie nic. Siadałem do pisania nie raz (i nie dwa), ale nie byłem w stanie wykrzesać z siebie więcej, niż parę koślawych zdań, których jedynym sensownym przeznaczeniem było potraktowanie klawiszem „Backspace”. W przebłyskach wyższej świadomości potrafiłem co najwyżej wynotować jakieś pojedyncze opisy, dialogi i tego typu śmieci, które mogą przysłużyć się jakiejś większej sprawie, na którą trzeba mieć jednak pomysł i do której trzeba włożyć ogrom uczuć pod zbiorczym określeniem „serce”, a jakich we mnie nie było. Nie wiem, czy można nazwać to marazmem twórczym, czy też implikacją działania jakichś czynników zewnętrznych, ale faktem jest, że ciszy tej nijak nie umiałem przerwać – i muszę przyznać, że przez większą część czasu nawet nie miałem takiego zamiaru. Gdy zawieszałem KC, pisząc, że nie mam nic do powiedzenia, tak w istocie było. Nie odczuwałem potrzeby ani pisania, ani dzielenia się swoimi odczuciami z innymi, ani nawet poczucia, że kogokolwiek to zainteresuje.</p>
<p>Aż przyszedł dzień, że jakoś powolutku, nieśmiało, zaczęła we mnie kiełkować decyzja, żeby wreszcie wrócić do pisania, a było to też okupione ugodą ze samym sobą. Przy czym nie chciałem powrotu na zasadzie „bo trzeba”, „bo dawno nie pisałem”, „bo miliony moich przyszłych czytelników tego oczekuje, choć jeszcze tego nie wiedzą”, lecz miało to sens tylko wtedy, gdy sprawi mi to taką radość, jak kiedyś, a o której zacząłem – mówiąc szczerze – zapominać. I wreszcie się przełamałem, znów tu jestem, na tym samym blogu o dość zabawnej nazwie i chyba zbyt mrocznym w stosunku do treści layoucie. A czy taki sam? Od momentu, gdy założyłem Krainę Cieni vol. 2, upłynęło trochę czasu, świat dookoła też poszedł do przodu (a czy w dobrym kierunku – spytajmy filozofów i socjologów). Czy ja się zmieniłem? To pytanie nie do mnie, a raczej do ludzi, którzy są w stanie to zaobserwować (przypominam, że można tu anonimowo komentować <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> ). Ja nadal czuję się takim dużym dzieciakiem, który wie, że już czas trochę wydorośleć, a jakoś mu to nie wychodzi.</p>
<p>Myślałem nawet, czy nie zmienić nazwy bloga, nie wypieprzyć stąd tych wszystkich minorowych barw, ale ostatecznie obrazek przewodni nadal mi się podoba (ktoś mi powie, jakiego artysty to dzieło i jaką nosi nazwę? Nagroda będzie do odebrania w najbliższym sklepie monopolowo-spożywczym), a nazwa – Kraina Cieni – chociaż z każdym kolejnym miesiącem wydaje mi się coraz zabawniejsza, zostanie, bo raz że ludzie czytający tego bloga zdążyli już się do niej przyzwyczaić, a dwa, że jeśli ktoś zapomni adresu, bez problemu znajdzie po nazwie to miejsce w Google’u. Pozbyłem się jedynie dopiski „vol. 2”, bo od zamknięcia pierwszej Krainy minęło już tyle czasu, że pewnie większość pozapominała, że taki blog w ogóle istniał. Zresztą, kto chciałby sobie przypomnieć teksty z tamtego miejsca, niech się pospieszy, bo nie wykluczam, że usunę kiedyś KC vol. 1 z czeluści Internetu, może nawet szybciej niż później. Zdenerwowanych perspektywą unicestwienia kilkudziesięciu moich tekstów uspokoję – od dawna mam ich kopie rozlokowane w paru bezpiecznych miejscach. Inna sprawa, że w większości te kawałki albo się zdezaktualizowały, albo są zwyczajnie słabowite (albo i to, i to). Także kto chętny – niech czyta póki może, bo może to być ostatnia szansa.</p>
<p>Co będzie się pojawiać tutaj? Nie chcę do niczego się zobowiązywać – ani czy będzie krótko, czy długo, czy zabawnie, czy poważnie i tak dalej, i tak dalej. Na pewno ograniczę do minimum politykę – dochodzę do wniosku, że nie ma sensu ciągłe omawianie co, kto, komu i dlaczego w tym biznesie, bo – jak słusznie zauważył mistrz Sapkowski, każąc to wypowiedzieć jednej ze swych postaci – polityka tak samo, jak i seks sprowadza się tylko do jednego – do pieprzenia. Swoją drogą, gdyby AS zamiast powieściopisarstwem fantastycznym zajął się wydawaniem tomików z bon motami i aforyzmami, jestem pewien, że osiągnąłby równie wielki sukces wydawniczy. Na pewno chcę, by było więcej „mnie” – a więc mniej postów z teledyskami, zabawnymi obrazkami, cytatami etc., więcej zwykłego, tradycyjnego pisania. Zresztą, jeśli z początku będzie trochę koślawo z moją twórczością, wybaczcie, ale najwyraźniej będę potrzebował się trochę „rozpisać” po tak długiej przerwie. Mam szaloną nadzieję, że pisanie to jedna z tych niewielu rzeczy, jakie wychodzą mi całkiem przyzwoicie (<em>…i zadźwięczał jego głos pyszną nieskromnością…</em>) i będę usiłował udowodnić, że tak w rzeczy samej jest.</p>
<p>Na koniec obiecuję – jeśli np. po roku okaże się, że pojawiły się tu ze trzy posty, nie będę odstawiać żadnej brazylijskiej telenoweli z zawieszaniem bloga, tylko raz na zawsze zamknę Krainę Cieni, a jeśli w równie opłakanym stanie będzie Ciemna Strona Rocka (na co się na szczęście nie zapowiada) – rzucę blogowanie.</p>
<p>Póki co jednak – zabawa trwa. Nie pora na ciszę. A świeży tekst pojawi się szybciej, niż się spodziewacie.</p>
<br />Filed under: <a href='http://krainacieni.wordpress.com/category/blog/'>Blog</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/krainacieni.wordpress.com/987/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/krainacieni.wordpress.com/987/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/krainacieni.wordpress.com/987/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/krainacieni.wordpress.com/987/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/krainacieni.wordpress.com/987/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/krainacieni.wordpress.com/987/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/krainacieni.wordpress.com/987/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/krainacieni.wordpress.com/987/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/krainacieni.wordpress.com/987/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/krainacieni.wordpress.com/987/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/krainacieni.wordpress.com/987/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/krainacieni.wordpress.com/987/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/krainacieni.wordpress.com/987/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/krainacieni.wordpress.com/987/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=987&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://krainacieni.wordpress.com/2011/02/16/nie-pora-na-cisze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/97c435329e9a18678057181e13c09fe2?s=96&#38;d=identicon" medium="image">
			<media:title type="html">Christophoros</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>&#8230;</title>
		<link>http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/10/983/</link>
		<comments>http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/10/983/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Nov 2010 19:45:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Christophoros</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://krainacieni.wordpress.com/?p=983</guid>
		<description><![CDATA[Robię to, co powinienem zrobić był już dawno temu. Bez zbędnego pieprzenia, zasłaniania się powodami i kajania się &#8211; zawieszam bloga na czas nieokreślony (ale nie zamykam, jakby co). Nie mam nic ciekawego do powiedzenia ani nic odkrywczego do dodania. Dziękuję za odwiedziny, i tak dalej, i tak dalej. Trzymajcie się. Filed under: Blog<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=983&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Robię to, co powinienem zrobić był już dawno temu. Bez zbędnego pieprzenia, zasłaniania się powodami i kajania się &#8211; zawieszam bloga na czas nieokreślony (ale nie zamykam, jakby co). Nie mam nic ciekawego do powiedzenia ani nic odkrywczego do dodania. Dziękuję za odwiedziny, i tak dalej, i tak dalej. Trzymajcie się.</p>
<br />Filed under: <a href='http://krainacieni.wordpress.com/category/blog/'>Blog</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/krainacieni.wordpress.com/983/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/krainacieni.wordpress.com/983/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/krainacieni.wordpress.com/983/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/krainacieni.wordpress.com/983/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/krainacieni.wordpress.com/983/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/krainacieni.wordpress.com/983/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/krainacieni.wordpress.com/983/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/krainacieni.wordpress.com/983/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/krainacieni.wordpress.com/983/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/krainacieni.wordpress.com/983/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/krainacieni.wordpress.com/983/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/krainacieni.wordpress.com/983/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/krainacieni.wordpress.com/983/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/krainacieni.wordpress.com/983/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=983&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/10/983/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/97c435329e9a18678057181e13c09fe2?s=96&#38;d=identicon" medium="image">
			<media:title type="html">Christophoros</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Żegnając piosenką</title>
		<link>http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/01/zegnajac-piosenka/</link>
		<comments>http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/01/zegnajac-piosenka/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 31 Oct 2010 23:01:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Christophoros</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Anathema]]></category>
		<category><![CDATA[Eric Clapton]]></category>
		<category><![CDATA[HIM]]></category>
		<category><![CDATA[klipy]]></category>
		<category><![CDATA[Lenny Kravitz]]></category>
		<category><![CDATA[teledyski]]></category>
		<category><![CDATA[Type O Negative]]></category>
		<category><![CDATA[U2]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://krainacieni.wordpress.com/?p=974</guid>
		<description><![CDATA[Utrata kogoś bliskiego jest zawsze bolesna, i każdy musi przeżyć ją i poradzić z nią sobie na swój sposób. Jedni tłumią emocje wewnątrz, inni starają się je w jakiś sposób wyrazić, aby tylko uśmierzyć trochę swój żal. Śmierć kogoś ważnego natchnęła wielu artystów do napisania pięknych piosenek, w których żegnają się z tymi, których kochają. [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=974&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Utrata kogoś bliskiego jest zawsze bolesna, i każdy musi przeżyć ją i poradzić z nią sobie na swój sposób. Jedni tłumią emocje wewnątrz, inni starają się je w jakiś sposób wyrazić, aby tylko uśmierzyć trochę swój żal. Śmierć kogoś ważnego natchnęła wielu artystów do napisania pięknych piosenek, w których żegnają się z tymi, których kochają. Poniżej subiektywny zestaw utworów, jakie są w stanie wzruszyć najbardziej zatwardziałe serce, a jakie warto przedstawić właśnie dzisiaj.</p>
<p><strong><span id="more-974"></span>Lenny Kravitz &#8211; A Long And Sad Goodbye</strong><br />
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/01/zegnajac-piosenka/"><img src="http://img.youtube.com/vi/7LLhL1HNrnY/2.jpg" alt="" /></a></span><br />
Choć kapitalny album Lenny&#8217;ego <em>&#8222;It Is Time For A Love Revolution&#8221;</em> generalnie jest niezwykle pogodny i radosny, znalazło się w nim miejsce na pełne smutku pożegnanie ojca muzyka. Prawdziwie niezwykła, kameralna piosenka.</p>
<p><strong>U2 &#8211; Sometimes You Can&#8217;t Make It On Your Own</strong><br />
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/01/zegnajac-piosenka/"><img src="http://img.youtube.com/vi/mjtWlulx3eA/2.jpg" alt="" /></a></span><br />
Również Bono piosenką pożegnał swojego zmarłego na raka ojca.</p>
<p><strong>Eric Clapton &#8211; Tears In Heaven</strong><br />
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/01/zegnajac-piosenka/"><img src="http://img.youtube.com/vi/JxPj3GAYYZ0/2.jpg" alt="" /></a></span><br />
Z pewnością jedna z najpiękniejszych i najsłynniejszych gitarowych ballad w historii muzyki. Eric Clapton napisał ją po tragicznej śmierci swojego czteroletniego synka, który zginął, wypadając z okna.</p>
<p><strong>Anathema &#8211; One Last Goodbye</strong><br />
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/01/zegnajac-piosenka/"><img src="http://img.youtube.com/vi/U0Z3SoRPbS4/2.jpg" alt="" /></a></span><br />
Bracia Cavanagh żegnają się ze swoją matką. Absolutnie jeden z najbardziej ściskających serce momentów w ich całej twórczości.</p>
<p><strong>HIM &#8211; The Kiss Of Dawn</strong><br />
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/01/zegnajac-piosenka/"><img src="http://img.youtube.com/vi/flOj6BLG3II/2.jpg" alt="" /></a></span><br />
Ville Valo  zadedykował ten utwór swojemu przyjacielowi o imieniu Corey, który zmarł śmiercią samobójczą.</p>
<p><strong>Type O Negative &#8211; Everything Dies</strong><br />
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/01/zegnajac-piosenka/"><img src="http://img.youtube.com/vi/NJ3aiM8K6D0/2.jpg" alt="" /></a></span><br />
Śmierć często pojawiała się w tekstach utworów Type O Negative, ale album <em>&#8222;World Coming Down&#8221;</em> to już w całości wstrząsające stadium bólu i cierpienia po stracie ukochanych osób. Zdecydowałem się wybrać z niego piosenkę, do której powstał teledysk, a z której płynie smutny, choć prawdziwy wniosek &#8211; &#8222;wszystko umiera&#8221;. Niestety, w tym roku cały rockowo-metalowy świat pogrążył się w żałobie, żegnając frontmana TON, Petera Steele, który odszedł przedwcześnie z powodu choroby serca.</p>
<br />Filed under: <a href='http://krainacieni.wordpress.com/category/muzyka/'>Muzyka</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/krainacieni.wordpress.com/974/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/krainacieni.wordpress.com/974/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/krainacieni.wordpress.com/974/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/krainacieni.wordpress.com/974/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/krainacieni.wordpress.com/974/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/krainacieni.wordpress.com/974/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/krainacieni.wordpress.com/974/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/krainacieni.wordpress.com/974/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/krainacieni.wordpress.com/974/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/krainacieni.wordpress.com/974/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/krainacieni.wordpress.com/974/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/krainacieni.wordpress.com/974/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/krainacieni.wordpress.com/974/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/krainacieni.wordpress.com/974/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=krainacieni.wordpress.com&amp;blog=6362222&amp;post=974&amp;subd=krainacieni&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://krainacieni.wordpress.com/2010/11/01/zegnajac-piosenka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/97c435329e9a18678057181e13c09fe2?s=96&#38;d=identicon" medium="image">
			<media:title type="html">Christophoros</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
